Przedostatnia prosta PIANISTY

Nav-Sim: PIANISTA znajduje się obecnie 801 mil morskich (1483km) od celu swojej podróży. Płynie 1.7 węzła 30 stopni na lewo od Martyniki.
Ostatni kontakt z PIANISTĄ nie napawa optymizmem. Wczoraj do kabiny dostała się woda. Pół tony wody. Śpiwór odpłynął razem z nią. Systemy antykolizyjne przestały działać (transponder AIS i aktywny reflektor radarowy). Radio działa, choć trudno je wypróbować. Działa telefon satelitarny. Romuald Koperski zgłosił koniec żywności. Wcześniej stracił kanister z 40 litrami słodkiej wody. Odsalarka została zalana i wymaga wysuszenia i drobnej naprawy. Wszystko jest mokre. Wiatr osłabł, ale dla PIANISTY i tak jest w skali jak sztorm dla jachtu. Chmury nie pozwalają ładować się akumulatorom.
W sumie, nie są to wiadomości tragiczne. Każdy powinien sobie z nimi poradzić, ale…
Dzisiaj Koperski nie jest każdym. Ma niesamowicie silną odporność na stres. Jest człowiekiem twardym i nieustępliwym. Jest naładowany energią każdego kto w niego wierzy i mu kibicuje. Ale ocean też ma swoje „mocne karty”:
Wszechobecna sól. Słone środowisko potrafi wniknąć wszędzie. Nie trzeba być zalanym falą. Słony pył wniknie w każdy zakątek. Jego kryształy powoli będą wnikać w ubrania i sprzęt. Będą odkładać się na skórze. Nie pozwolą goić się ranom. Nie jednej ranie. Dziesiątkom małych ran. Będą się od niej robić wżery skórne. Trudno to sobie wyobrazić człowiekowi na lądzie. Ale spróbujcie w domu siedzieć 48 godzin w małej łazience, gdzie cały czas obok leci z prysznica woda. Jej cząsteczki non stop unoszą się w całej łazience. Po kilku godzinach spróbujcie cokolwiek tam podsuszyć zakładając, że nie ma prądu. A teraz dodajcie do tego sól i to, że łazienka cały czas się kołysze na wszystkie, nieprzewidywalne strony. Pomyślcie ile po 48 godzinach będziecie mieli siniaków, a każde następne szarpnięcie bujającej się łazienki nie pozwoli na sen i będzie generowało ból. Do tego wszystkiego co godzinę zjedzcie łyżeczkę soli, a co 2 godziny pół łyżeczki wysypcie sobie na jakąś rankę. A na koniec pomyślcie, że tak jest przez nie tylko 48 godzin, ale 59 dób…
Pomyślcie, po jakim czasie będziecie mieli dosyć. Tak zwyczajnie po ludzku dosyć. No to tak właśnie teraz jest z Romualdem Koperskim, 800 mil od celu. Bez jedzenia, bez wody, na 3 m falach, bez śpiwora, bez suchych rzeczy, bez ciepła, beż światła, obolały, poraniony… Jedyny kontakt, który trzyma go z cywilizacją to jeszcze działający mały ekranik telefonu satelitarnego, który ma baterię na 100h czuwania bez ładowania i 135 znaków co 12 h, które też trzeba oszczędzać.
No to tak własnie tam jest. Myślę, że po tym rejsie, jeśli Romualdowi wystarczy woli, będziemy mieli swojego XXI-wiecznego Allana Bombarda. Dzisiaj, nawet gdyby nadał wezwanie pomocy, należy się liczyć, że ta przybyłaby po 2 dniach. Romuald, jeśli faktycznie został bez wody i jedzenia, musi zacząć łapać ryby i wysysać z nich wodę. Próbować siatką lub jakąkolwiek koszulką zbierać plankton.
Tam właśnie tak jest. Potrzebna jest „tylko” wola przeżycia. Wszystkim, którzy chcieliby choć zbliżyć się do obecnych przeżyć Koperskiego polecam lekturę „Dobrowolny rozbitek” w tłumaczeniu Tadeusza Maissnera.
Romuald Koperski i jego PIANISTA walczą!

http://www.kulinski.navsim.pl/art.php?id=2717&fload=1

Kup książkę
Kup książkę
Kup książkę